środa, 7 września 2016

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uważają, że ta wiedza bez hmm aktualizacji jest coś warta ;]

Niestety. Każdorazowo podchodzę do człowieka, jakby ów był chętny i chciał pojąć coś czego jeszcze nie wie. Po kilku podejściach i olewaniu przez owego człowieka, ja go olewam.



wtorek, 9 sierpnia 2016

Wpis z wulgaryzmami

Ręce opadają. Samochód na awaryjnych na pasie dla rowerzystów. Samochód wypuszcza kogoś... na pasie dla rowerzystów i wdaje się w pogawędkę. Samochód jedzie po ścieżce rowerowej. Samochód na światłach zatrzymuje się przed pasami... na ścieżce rowerowej. Samochód na światłach popycha rower. A wy się, kurwa, dziwicie, że rysują wam karoserie, łamią lusterka lub puszczają wiązki (nie chrustu)? Nie rysuję, nie niszczę, ale jeżeli jesteście n-tym jebniętym kierowcą w ciągu dnia, który łamie przepisy i utrudniacie mi jazdę - usłyszycie słówko prawdy lub dwa na swój temat.

Kiedyś nie mogłem zrozumieć, czemu znajomi tak przeklinają kiedy jeżdżą. Teraz rozumiem. Nie da się. Niby pajace (kierowcy samochodów), mają prawo jazdy, czyli musieli zdać egzamin a nie potrafią się stosować do przepisów. To takie trudne? Naprawdę?
Mógłbym jeszcze zrozumieć trochę luźniejsze podejście do przepisów, gdyby była zachowana jakaś kultura, głównie podyktowana bezpieczeństwem - nie przeszkadzania innym. I nie mam na myśli tylko rowerzystów. Jechaliście w autobusie lub tramwaju i nagle wami szarpnęło? Nie zawsze jest to wina prowadzącego, po prostu jakaś kurwa (tłum. charakter człowieka, nie zawód i niepejoratywne określenie płci) uznała, że ulica to jej dominium. Swoją drogą pełny szacun dla kobiet prowadzących autobusy czy tramwaje, oby wszyscy tak jeździli. A może jechaliście kiedyś karetką? Nie polecam, jak macie ulegać czemuś co będzie wymagało interwencji ratowników, ulegajcie po północy.

Wiem, że jest bardzo dużo kierowców, którzy zachowują bezpieczeństwo na drodze. Mają wyobraźnię i ograniczony kredyt zaufania do innych użytkowników drogi. A żeby tam, są megasympatyczni. Tyle, że dziś spotkałem o kilku idiotów za dużo na swojej drodze.

Dla zdrowia psychicznego przez parę dni nie wsiadam na rower.

wtorek, 26 stycznia 2016

Telewizja, czyli będzie po staremu

Telewizja polska od lat cierpi na deficyt dobrych treści. Mam na myśli także telewizje komercyjne. Programy dotyczące ekonomii, gospodarki, wydarzeń politycznych i społecznych były na słabiutkim poziomie merytorycznym. Zazwyczaj skupiano się na jakiś detalu lub to co poruszało opinię publiczną. Ma być ładnie, kolorowo i przypadkiem niezbyt angażująco szare komórki, bo lud myśleć nie lubi. Nie lubi też kiedy rozpatruje się wszystkie strony zagadnienia, bo przecież może istnieć tylko jedna racja, jedna prawda.

Obejrzałem ostatnią część programu Tomasz Lis na żywo. Niespecjalnie przepadałem za tym programem, tak jak nie przepadam, za żadnym innym publicystycznym lub aspirującym. Poziom może nie był niski, ale w moim odczuciu niewiele wnosił do publicznej debaty. Ot, interesujący gawiedź goście.

Nie odbieram tych zmian jako ostateczny krach mediów publicznych, a za chwilę prywatnych (ci już trzęsą portkami od kilku tygodni). Boję się monotonii i agitacji bez cienia fantazji.

To jest niesamowite, ale mimo rzekomego nie ingerowania w czwartą władzę, o wydarzeniach w świecie i w Polsce dowiadywałem się z innych, niż polskie źródła. Obecne władze, podobnie jak poprzednie, nie lubią, by opinia publiczna miała inna zdanie niż ich oficjalne stanowisko. Informacje, które do mnie docierały i docierają są jak puzzle, które muszę sobie poskładać. Jeżeli nie znajduję w tym sensu - muszę się doedukować i wyciągnąć wnioski. Z rzadka ruszam tyłek do biblioteki, by znaleźć to czego nie ma w sieci. Ale to ja... Innym wystarczy radyjko i telewizja schlebiająca im ograniczonym horyzontom.

Czyli wszystko zostaje po staremu.

czwartek, 21 stycznia 2016

Rating Polski

Opadł nam rating z A- na BBB+. W sumie nie wiele, ale brzydko powiem, kurewsko źle odbije się na naszej gospodarce. I niestety musi się odbić i musimy za to zapłacić już w najbliższej przyszłości. Złoty już traci na wartości. Będą Polsce udzielane kredyty na dużo gorszych warunkach, jakby te, które nam udzielano były jakieś rewelacyjne.

Za chwilę rząd zacznie żebrać o pieniądze. Jeszcze nie widzą, ale już straciliśmy miliardy i to w ciągu paru dni.

Powtórzę to co napisałem na fejsie. Teraz, drodzy mili, dziura budżetowa nawet bez dodatkowego rozdawnictwa będzie się zwiększać i zwiększać. Co znaczy dla Kowalskiego? Na początek nic, ale kredyty zaciągane, by łatać i dalej rozdawać pieniądze choćby górnikom będą nas kosztować coraz więcej. Miała być druga Japonia, druga Irlandia, nie będziemy mieli nawet drugich Węgier od razu będziemy mieć drugą Grecję.

Będziemy zarabiać tyle samo, ale za wszelkie dobra będziemy znów płacić więcej. Dla porównania kupno średniej klasy komputera w latach 90tych to było ok. 20 pensji, dzisiaj ok. 2 pensji. W tym roku przy kolejnych działaniach nieuków w rządzie koszt nabycia będzie rósł. O ile bez komputera można żyć, tak bez opieki medycznej już nie - której w chwili obecnej koszt jest taki sam jak w zachodniej Europie. Brawo!

Nigdy nie byłem zwolennikiem PO, ani ich rządów, ani polityki, ani ludzi. Ale są trzy punkty na plusie, których żaden inny rząd w moich oczach nie zyskał.
Przez dwie kadencje jeden premier, zastępstwa nie liczę, z wiadomych powodów.
Nie kupiliśmy zasranych pseudoszczepionek na świńską grypę. Państwa, które je kupiły do dzisiaj za nie płacą (dla przypomnienia 2009-2010).
I przede wszystkim - rating Polski od 2007 roku podskoczył nam na A- i został utrzymany.

Teraz nam opadło jak po stosunku. Co miało na to wpływ? Nasz wspaniały rząd ze swoimi poczynaniami. Ich zasług naprawdę nie muszę wymieniać. Tysiące ludzi manifestujący swoje niezadowolenie jest wystarczającym dowodem na ich wkład w dobrobyt narodu polskiego. W sumie jest nawet pewna prawidłowość - myślący Polak należy do gorszego sortu. I tak srsly, jest to nawet zacne towarzystwo.

Odpracować poczynione przez rząd straty będzie cholernie cięzko, zwłaszcza, że będziemy się z nimi męczyć jeszcze 4 lata i z ich genialnymi pomysłami. Teraz kwestią czasu jest zmiana ratingu przez dwie pozostałe instytucje Moody's i Fitch.

Aktualnie mamy taki rating jak m.in. Hiszpania, w którą grzmotnął kryzys gospodarczy związany z kredytami. O dziwo, w Polsce ktoś miał głowę na karku i nie pozwolił na taki optymizm jak na zachodzie.

Niedawno kazano przewalutować kredyty deklom, którzy wzięli je we frankach. Kurs złotego spadł względem franka jeszcze bardziej. Mam pytanie, kto do cholery za to zapłaci? Banki?

Naprawdę, ale to naprawdę, należy odebrać prawa do głosowania ludziom, którzy wspierają partie, które niszczą kraj. Edukacja na nic się zdała. Krótkozwroczność + brak wyobraźni = Polska w ruinie, czyli program wyborczy w toku. Naprawdę gratuluję wam wygranych wyborach. Wasza wygrana, przegrana nas wszystkich.

Nie będę niczego tłumaczył. Jest internet, są wyszukiwarki, jeszcze są biblioteki - można podnieść dupę sprawdzić i się nauczyć. Ktoś kto myśli, że może egzystować w dzisiejszym świecie i robić w "domu" co mu się żywnie podoba nie jest pozbawiony wyobraźni, jest zwyczajnie głupi.

piątek, 18 grudnia 2015

Marsz 2: Slaba agitacja

W ubieglym tygodniu odbyly sie w Polsce marsze Komitetow Obrony Demokracji. W tym tygodniu jest kolejny. Jest to niepowazne.

Po pierwsze. Po tak szybko zorganizowanej akcji w calej Polsce, nalezy zebrac wszystkie informacje - zbedne czy nie. Przeanalizowac je. Zobaczyc jaki byl zasieg akcji. Jak zostala odebrana. Czy ludzie niezaangazowani, w ogole wiedzieli w jakim celu inni wyszli z domu.

Po drugie. Przygotowac sie, zorganizowac. Poprawic kanaly informacyjne,  sukcesywnie zwiekszac zasieg. Opracowac jakas strategie.

Po trzecie. Edukowac, edukowac, edukowac. Dzisiaj rozwiazalem sobie kwiz co ja wiem o TK. O dziwo cos wiem. Ale inni nie wiedza, albo im sie wydaje, ze wiedza. I podobnie jak z JOWami Kukiza informowalismy o co w ogole kaman, tak z TK tez to nalezy wytlumaczyc. Naprawde, da sie prosto. Nawet od biedy wikipedia moze pomoc.

Ale nie... "Jeden" marsz sie udal. JUPI! To zrobmy nastepny w kolejny weekend. A to ze jest ostatni weekend przed swietami? Ludzie przyszli raz, przyjda i drugi. Nie podzielam tego entuzjazmu. Ale moge sie mylic. Tak jak mylilem sie na poprzednim.

Nie pojde. I nie dlatego, ze zmienilem zdanie. Nie pojde, bo dowiedzialem sie dopiero dzisiaj. Mam juz plan na sobote.

Mam nadzieje, tak szczerze, ze to wypali mimo wszystko. Jezeli nie... No coz. Za poprzednich rzadow, niezadowoleni ludzie tez chodzili na marsze. Nawet podskakiwali. Ale tez zmarnowali potencjal. Nie tylko swoj, ale innych, lepiej przygotowanych ludzi do rozmow z rzadem.





poniedziałek, 14 grudnia 2015

Marsz i marsz, statystyki i banialuki

Byl marsz. Marsz ludzi, ktorzy z reguly nie wychodzili wczesniej. Jacy to byli ludzie? Rozni. W roznym wieku, z roznym wyksztalceniem, z roznymi sympatiami politycznymi. Co ich laczylo? Niezgoda na gwalcenie prawa.

Tak szczerze, mam w dupie ile nas tam bylo. Czy bylo nas 1000 czy 20000 mniej. Trzeba bylo przyjsc i zobaczyc samemu na wlasne oczy. Tak samo jak ja, zrobilem to kilka lat temu i poszedlem na wiec PiSu. 

Liczyli jedni bylo wiecej, liczyli drudzy bylo mniej. Nawet chcialbym, zeby tak faktycznie, zeby bylo nas mniej. Liczy sie jakosc, nie ilosc.

Dodatkowo, ponownie wiekszosc Polakow zostala obrazona, nazwana gorszym sortem i sukinsynami (jezeli bedzie zbiorowy pozew, z przyjemnoscia sie dolacze). Ale nie zal mi tych bluzgow. Naprawde. Wychowalem sie w zlej okolicy. Obelgami rzucali we mnie ludzie z marginesu, mety spoleczenstwa, ktore czuly zagrozenie, ze wsrod nich zyje ktos kto sie ich nie boi, a nawet jezeli bal to ze strachu nie stal sie takim czlowiekiem jak oni.

Dowiedzialem sie tez, z profili poslow, ze to wszystko manipulacja, ze dalismy sie zrobic na szaro. I mowia ludzie, ktorzy sobie mordy wycieraja prawica, a sa bardziej czerwoni w swoich programach politycznych niz komunisci - a lud oswiecony ich wspiera. Mówienie o manipulacji nieco przypomina towrzyszy PZPR mowiacych, o ludziach nie zgadzajacych sie z wladza ludowa.

Ja wiem, polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają.
Kingsajz, rez. Julisz Machulski
I my, gorszy sort Polakow, mamy sie bac? Mamy sie bac ludzi, ktorzy boja sie z nami rozmawiac? Ludzi, ktorzy ze strachu wymyslaja banialuki w socialach i swoich gadzinowkach?

Niestety, swiadome spoleczenstwo budzi sie pozno. Mam nadzieje, ze nie za pozno.

Uaktualnienie. Co prawda nie jest to pozew, ale cieszy, ze ktos poruszyl ten problem.





czwartek, 3 grudnia 2015

Kamerki "internetowe"

Miałem krótką, acz treściwą rozmowę ze znajomymi. Otóż jeden z nas miał zaklejoną plastrem kamerę w notebooku. Niby nic wielkiego, ale zrobiono z tego wielkiego "halo". No bo co on? Onanizuje się przed monitorem, że zakleja kamerę?

Nie należę do pokolenia, które było z każdej strony filmowane. Na ulicy, w szkole, w sklepie, w pracy - rzekomo dla naszego bezpieczeństwa. Nie wiem czy akurat przez te kamery czuję się bezpieczniej i czy faktycznie jestem bezpieczny, a nie tylko odarty z prywatności.

Czy lubicie kiedy ktoś się na Was gapi? Tak cały czas. Albo w sposób, którego nie możecie potwierdzić. Perspektywa czegoś takiego źle wpływa na człowieka. Siedzenie naprzeciw sztucznego oka też źle wpływa na człowieka, podobnie jak plecami do drzwi. Co ciekawe drugie nikogo nie dziwi.

Swojego czasu w notebookach nie było kamer. I tak szczerze, jakoś mi ich nie brakowało. Teraz sam też zaklejam te kamerki w notebookach. W mojej ocenie są całkowicie zbędne, bezużyteczne, nieefektywne - niska rozdzielczość, ciemne, wolne.
W innych urządzeniach jak telefon czy tablet też są instalowane. Bez bicia przyznaję się, że w tablecie używałem do wideo czatu jako efekt uboczny rozmowy telefonicznej... ale nigdy w telefonie.

W urządzeniach mobilnych mamy zazwyczaj dwa aparaty. Jeden przy wyświetlaczu drugi na obudowie. W telefonie, w narzędziu, które musi być wszystkim, kamera na obudowie jest nawet zrozumiała. Ale po co z przodu? Będziemy szli do autobusu i będziemy rozmawiać przez wideo? Widuję takich ludzi, konsekwentnie zaliczają wszystkie słupy i kosze na śmiecie. W tablecie jeszcze mogę zrozumieć, ekran w miarę duży. Można rozmawiać z kilkoma osobami jednocześnie i jest git. Tylko dla odmiany po co aparat z tyłu?

Dla mnie te rzeczy są zbędne. Gdybym mógł, wybrałbym modele bez tych "udogodnień" w postaci kamer w urządzeniach. Wolę więcej pamięci, lepszą klawiaturę, whatever.

UPDATE: dla mniej kumatych. Koszt aparatu w urządzeniu mobilnym zaczyna się dla aparatu przedniego - od 100 zł, tylnego - od 200 zł. Dla porównania modem w urządzeniu kosztuje ~300 zł.